@liberateme.1

niedziela, 25 października 2015

Hity i porażki kosmetyczne, part 1.

Witajcie moi mili : )

 Wiem, że troszkę mnie nie było i ubolewam z tego powodu,  bo bardzo chciałabym być tu częściej, ale niestety skończyła się laba, a zaczęły mi się praktyki, które bardzo ograbiają mnie obecnie z czasu i pomimo tego, że kocham to co robię, troszkę przytłacza mnie natłok zajęć. Na domiar złego, wczoraj kompletnie nie udała mi się sesja do nowego postu, prawie żadne zdjęcie nie wyszło tak jakbym chciała i postanowiłam całkiem zmienić temat tej notki.

 Jak każda kosmetykowa maniaczka uwielbiam tonami przynosić do domu nowe mazidła i z tego względu, że wiele już przetestowałam na własnej skórze, chcę podzielić się z Wami swoją opinią na temat paru kosmetyków i je Wam polecić, albo ewentualnie odradzić. Tak więc zaczynamy : )

Porażki :/

  • Różowy błyszczyk, "nowość" od essence. Niestety w sklepie wydawał się lekko przezroczysty i delikatny, ale w normalnym świetle jest bardzo ciężki, taki kryjący, przez co różowy kolor staje się plastikowym różem, a człowiek wygląda, jakby pocałował się z galaretką. Do tego po chwili zaczyna się zbierać w kącikach ust i tworzy tam takie jaśniejsze bruzdy, co okropnie wygląda. Właściwości pielęgnacyjne również są znikome, nawet nie zauważyłam, żeby jakoś szczególnie nawilżał. Nie polecam.



  • Serum powiększające usta Evelin. Tak jak lubię tę firmę, tak niestety tu mnie zawiodła. Kosmetyk nie działa, nie czułam po nałożeniu żadnego mrowienia, nie było efektu powiększenia, a co najgorsze kolor tego specyfiku jest tak odrażający, że nie użyję go nawet jako zwykłego błyszczyka. Przypomina mi on kolor pomadek z takich zabawkowych zestawów malowideł dla dzieci, taki wściekły, brzydki, półprzezroczysty róż. Duży minus.


Hity : )
  • Masła do ciała Perfecty. Zdecydowanie mój ulubieniec jeśli chodzi o balsamy. Super nawilża i uelastycznia skórę, nawet bardzo suchą, ma też fajną konsystencję, a zapach jest cudowny. Miałam okazję przetestować już kilka i żaden mnie nie zawiódł, najbardziej lubię creme brulee i pinacoladę, mogłabym je zjeść i popić odżywką bananową, którą opiszę poniżej.
  • Bananowa odżywka Kallosa. Tak jak wspomniałam, pachnie bardzo apetycznie, a zapach utrzymuje się na włosach przez długi czas. Oprócz tego nawilża i wygładza włosy, sprawiając, że stają się miękkie w dotyku i lśniące. Nic dodać, nic ująć.
  • Pędzle Ebelin. Bardzo polubiłam pędzle tej firmy, świetnie spełniają swoje zadanie, żaden z tych, które miałam nie gubił włosków, nie zużywał się szybko i każdy świetnie rozprowadza kosmetyki. Obojętnie czy chodzi o pędzle do cieni, pudrów czy rozświetlaczy, wszystkie mi się sprawdzały. Polecam.


  • Krem nawilżający Tołpy, Bawełna, Irys. To już mój drugi krem tej firmy, który tak świetnie się sprawuje. Jest lekki, ślicznie pachnie, nawilża, nie zapycha porów i nie świecę się po nim. Mam wrażenie, że "zmiękcza" skórę, dzięki czemu staje się milsza w dotyku. Myślę, że długo nie zrezygnuje z kremów tej marki i wam także polecam spróbować.


  • Ostatnim hitem są regenerujące płatki pod oczy marki Prestige. Od zawsze zmagam się z problemem ciemnych ringów pod oczami, a po nieprzespanej nocy potrafię wyglądać naprawdę groźnie i nawet korektor nie pomaga. Płatki chłodzą i zmniejszają opuchliznę , rozświetlają okolicę oczu i poprawiają kondycję skóry w tym miejscu. Na pewno kupię je ponownie i będę używała regularnie.



I to by było na tyle jeśli chodzi o moje kosmetyczne nowości. Dajcie znać w komentarzach czy podoba wam się tego typu post i czy chcecie taki znów. Ja lecę jeszcze trochę poleniuchować przed poniedziałkiem, a wam życzę miłej niedzielki. Poniżej parę zdjęć, które udało mi się wybrać z wczorajszej sesji - katastrofy : D Jak zwykle, ślę wam buziaki : **



                                                                                                Libera : **










Czytaj więcej 45 Comments

piątek, 16 października 2015

Typowo na jesień.

Cześć wszystkim : )

 Wiem, że troszkę dłużej mnie nie było, ale przez paskudne warunki atmosferyczne nie miałam jak zrobić zdjęć, a i z motywacją w taką pogodę bywa u mnie różnie. Jest szaro, buro i ponuro i choć bardzo chcę w każdym poście przekazać Wam odrobinę pozytywnych wibracji, nie wiem czy w tym się to uda, ponieważ i mnie ogarnął jesienny zmułek i najchętniej przeskoczyłabym ten czas. Najprzyjemniej jest teraz w domku z kocykiem, herbatką i książką, taki relaks polecam każdemu : )

 Temperatura spadła, a chłód to coś, co serio źle znoszę. Z racji tego, że jestem zmarzluchem, ubieram już ciepłą kurteczkę i gruby sweter. Ponieważ nie wiało dzisiaj jakoś szczególnie, darowałam sobie szalik, którym z reguły opatulam się szczelnie tak, że widać mi tylko oczy : ) Mam na sobie pasujące do szarej pogody, również szare legginsy i długi sweter, na to oliwkowa, ocieplana parka z czarnymi rękawami. Legginsy zamiast spodni wybrałam dlatego, że nie podoba mi się połączenie tak długiego swetra z rurkami, chyba że są bardzo obcisłe. Do tego ulubione ostatnio butki - traperki, które oprócz tego, że są bardzo wygodne to nie straszny im deszcz, bo w ogóle nie przemakają. Oprócz tego uważam, że prezentują się na kobiecej stopie naprawdę uroczo. Traperki są dostępne również w ślicznych pastelach, ale wolałam bezpieczną klasykę, bo taka pasuje do wszystkiego.
 Teraz zostawiam was ze zdjęciami, piszcie jak się podoba, a ja życzę wam pogody ducha i uśmiechu na twarzy, tą jesienną porą : ) Buziaczki : **

                                              



                                                                                                Natalka : **













buty - Deezee.pl
leginsy - h&m
sweter - reserved
parka - My Butik
torebka - colloseum












Czytaj więcej 43 Comments

piątek, 9 października 2015

Makijaż wieczorowy a'la Monroe

Cześć : )

 Tematem tego oto postu będzie makijaż, który w przeciwieństwie do innych jest nieśmiertelny i pomimo tego, że malowało się tak już bardzo dawno temu, styl ten powraca w wielu nowoczesnych sesjach i jest chyba najpopularniejszy wśród gwiazd na przeróżnych galach i uroczystościach. Makijaż, który potrafi być bardzo sexy i wyrazisty, ale jednocześnie podkreśla klasę kobiety, która go nosi i nie jest wulgarny. Jak dla mnie idealny zarówno na imprezę jak i randkę : ))


Krok 1:


Krok 2:
  • Czas na kreskę. Aby zrobić idealną kreskę za pierwszym razem, potrzeba przede wszystkim wprawy, ale są triki, które mogą troszkę wspomóc nasze wysiłki.
  • Przede wszystkim malujemy kreskę siedząc, nie stojąc i najlepiej opierając łokieć na blacie stołu, tak aby ręka miała więcej stabilności. 
  • Zdjęcia poniżej przedstawiają mój sposób malowania kreski, zaczynam od zewnętrznego kącika i najpierw maluję kontur, a następnie go wypełniam.
  • Używam eyelinera w płynie z pędzelkiem firmy essence, jak dla mnie niezawodny. Kiedy jeszcze malowałam kreskę codziennie sprawdzał się świetnie.
  • Na koniec tuszuję rzęsy.



Krok 3:
  • Pora na usta. Obrysowuję je ciemnoczerwoną konturówką, pogrubiając i zacierając odrobinę kreskę, ale nie przy samej krawędzi ust. Ciężko to opisać, ale na szczęście są zdjęcia : ))
  • Następnie maluję całe usta matową, czerwoną pomadką Nyxa 
  • Aby pomadka się trzymała, odciskam jej nadmiar w chusteczkę higieniczną 



 Teraz zostawię Was ze zdjęciami z efektem końcowym. Jak Wam się podoba ? Życzę miłego piątunia i jak zwykle przesyłam buziaczki : ))





                                                                                             Natalka : **


















Czytaj więcej 61 Comments

poniedziałek, 5 października 2015

Testuję: L'biotica złuszczająca maska do stóp

Witam wszystkich serdecznie : )

 Ostatnio miałam okazję przetestować słynną maskę do stóp L'biotica, o której naczytałam się niesamowicie pozytywnych opinii w internecie. Sprawdziłam na własnej skórze, a wrażeniami chętnie się z Wami podzielę : )
Stopy to część ciała o której często zapominamy, przez większość czasu są one chowane w buciorach i skarpetkach, ale przychodzi moment, kiedy trzeba je pokazać, a kiedy są zadbane i cieszą oczy pięknym wyglądem, to samopoczucie od razu staje się lepsze. Podobnie jak dłonie, stopy są w pewnym sensie naszą wizytówką więc warto o nich pamiętać. Dlatego też, postanowiłam zafundować swoim stopom taką właśnie odnowę w postaci złuszczającej maski.


Oto co obiecuje producent i sposób użycia maski:



Używałam maski zgodnie z zaleceniami producenta, trzymałam 90 minut w skarpetkach. Po zdjęciu maski nie czułam żadnej różnicy, poza lekko napiętą skórą na stopach.



Przez 5 kolejnych dni po zabiegu nie działo się nic, szóstego dnia skóra nagle zaczęła się łuszczyć i złazić co jest pożądaną reakcją - po złuszczeniu się starego naskórka, pozostaje tylko ten nowy delikatny. Proces łuszczenia trwał około 10 dni  i w tym czasie serio wstyd wyjąć stopę z buta - wygląda to jak jakaś łuszczyca, okropność : D
Po zakończeniu łuszczenia się stopy wyglądają za to jak nowe. wszelkie zrogowacenia zmalały lub zniknęły, oczywiście maska nie zdziała cudów i nie usunie masywnych zgrubień, ale może w znacznym stopniu poprawić ich wygląd. Na pewno powtórzę ten zabieg, jedynym jego minusem jest okres złuszczania w którym człowiek czuje się jak wąż, który zrzuca skórę. Po zakończeniu najlepiej zastosować jakieś dodatkowe nawilżanie,bo maska tylko złuszcza, a nawilżanie z pewnością przedłuży super efekt.
Produkt dobrze spełnia swoje zadanie i jest warty ceny, mogę tylko serdecznie Wam go polecić : )
Pozdrawiam : **




                                                                               Natalka : **


Czytaj więcej 29 Comments